czwartek, 19 listopada 2015

Wychowanie koreańskie

Sytuacja z windy, znowu:)

Mój francuski szef mieszkający w Seulu jedzie windą w swoim bloku i dosiada się  sąsiad Koreańczyk ze swoją dwuletnią córką. Sąsiad mówi pięknie po angielsku, musiał studiować długo za granicą. I co robi? Kładzie rękę na głowie córeczki i siłą zmusza ją do ukłonu. 

I jak od tej córki potem wymagać w pracy, żeby śmiało podniosła rękę na spotkaniu jak starszy kolega mówi głupoty lub żeby challengowała swojego szefa-debila.

Moja firma robiła wysiłki, żeby wysyłać Koreańczyków na misje do Francji, żeby trochę poodychali innym powietrzem biurowym, zobaczyli, że nie zgodzenie się  z szefem nie kończy się ścięciem głowy. I faktycznie, otwierają im sie oczy, we Francji zaczynają krytykować Koreę za nadgodziny, brak inicjatywy, pasywność pracownikow itd, po czym jak wracają do Korei to znowu wtapiają się w środowisko. Presja społeczna jest za duża, żeby się wychylić zza tego koreańskiego paździeża...

poniedziałek, 16 listopada 2015

Koreanska ciekawosc

Wsiadam rano do windy w naszym bloku, a tam urocze starsze koreanskie malzenstwo. I zagaduja po angielsku:
- Ojej, pani ma parasol, czy pada?
- Teraz nie, ale ma padac wieczorem.
- A z jakiej kraju pani jest?
- Z Polski
- Och, jak wspaniale! My teraz cieplo myslimy o Polsce od kiedy Koreanczyk wygral koncert chopinowski.
Winda zjechala, wiec wysiadam i zycze milego dnia, a pan jeszcze stope w drzwi
- A czy pani maz jest dyplomata???

Klasyczny koreanski small talk windowy. Wywiad brytyjski moglby sie uczyc od Koreanczykow jak przepytac obywatela w ciagu 20sekund.

Inna sytuacja: zjezdzam winda w kurtce z intencja wykorzystania przerwy lunchowej na maly shopping. I wchodzi HRówa i od razu bez mydla przechodzi do sedna bo tylko 5 pieter zostalo do parteru  "Oh, do you have lunch appointment? With who?"

Wersja z mydlem jest taka:
- what did you have for lunch today?
W sumie neutralne pytanie, wiec odpowiadasz niespodziewajac sie, ze zaraz czai sie kontynuacja
- with who?

W Korei nie ma czegos takiego jak sekret. Kolega z pracy meza umawia sie od dwoch tygodni z nowa dziewczyna i zupelnie niepytany opowiada podczas lunchu gdzie byli i co robili. Wyglada na to, ze on uwaza, ze to w ogole jego obowiazek przed grupa i w ten sposob manifestuje przynaleznosc do grupy.

No dobra, to sie jeszcze broni. Sasiedzi, koledzy z biura sa mimo wszystko jakimis osobami z otoczenia, wiec sie interesuja.
Bylam raz na kolacji 1:1 z jednym 
Francuzem ode mnie z pracy. Kontekst 100% sluzbowy a pani kelnerka do tego pana (przy mnie) "Is she your girlfriend?" 

Brak słów.

wtorek, 10 listopada 2015

11. listopada

Ostatnio administracja naszego budynku wywiesiła w windzie ogłoszenie, że wychodzą naprzeciw oczekiwaniom licznym zagranicznym mieszkańcom i mogą wywiesić jakąś zagraniczną flagę na okoliczność zagranicznego święta narodowego jeśli ktoś ma takie życzenie.


No to mój mąż-patriota zamówił 4 polskie flagi w koreańskim sklepie internetowym z flagami. Przyszły 4 francuskie flagi... OK, ja też nie wiem jaką flagę ma Azerbejdżan, ale do cholery, jak się prowadzi sklep z flagami to można by się już orientować!

Za drugim razem już im lepiej poszło i oto są:
4 polskie flagi powiewają dumnie przy wejściu do naszego budynku. Yay^^

Gusta i gusciki

Dziś miałam totalnie pusty kalendarz. Wow! Zero spotkań, telefonów, wideokonferencji, nawet lunchu nie miałam omówionego. Wszystkie big bossy w rozjazdach więc nie ma pracy:)

Wybrałam więc na dzisiejszy dzień mniej oficjalne attire: zamiast marynarki włożyłam kurtkę stylizowana na baseballową z printem panterkowo-kwiatowym. Taka pstrokacizna to nie jest do końca moja stylówa, nie wiem w sumie czemu to kupiłam, ale cholerka drogie było więc wkładam to czasem dla ukojenia sumienia i kamuflażu przed mężem, ze niby robię rozważne zakupy.


Nigdy tylu komplementów nie usłyszałam w pracy! Wszystkie koleżanki zachwycone. A jak wkładam designerskie, ale jednokolorowe sukienki to jest cisza.

niedziela, 8 listopada 2015

Dwie twarze Szanghaju

1:

2:


(Tak, w centrum Szanghaju mozna spotkac koguta nie tylko w zupie!)


BHP po chinsku

Taka sytuacja...
Chwila nieuwagi i beda 3 trupy zamiast jednego...

To sie chyba nazywa selekcja naturalna.

Chinski fryzjer

Wchodze do fryzjera w dzielnicy French Concession w Szanghaju i pani mi podaje taki cennik:
- poczatkujacy fryzjer 35zl
- doswiadczony fryzjer 90zl
- Alex 200zl

Wybieram Alexa gleboko wierzac ze  wyzsza cena jest gwarantem jakosci...

Pan Alex okazal sie byc wystylizowanym Chinczykiem z fioletowymi wlosami. Po przejsciach z koreanskimi fryzjerami juz sie nauczylam, ze warto wyartykulowac na poczatku czego sie oczekuje... Problem w tym, ze Alex nie mowil po angielsku a moj chinski jeszcze nie pokrywa wyrazen typu "prosze mi tu z tylu wycieniowac"... Jakas Niemka z fotela obok pomogla w translacji, ale chyba srednio sie znala, bo efekt znowu nie do konca zbiezny z oczekiwaniami...
Po minie pana fryzjera na koncu czytalam, ze tez srednio byl zadowolony. No coz, chyba jednak wlosy europejskie inaczej sie ukladaja niz wlosy azjatyckie przy tym samym cieciu.

No dobra, bez paniki, jest lepiej... niewiele lepiej, ale lepiej. Po prostu klasyczny bob bez fajerwerkow. Dam na sobie poeksperymentowac jeszcze w Japonii - jak tam nie wyjdzie to juz na serio poprosze szefa o aneks do kontraktu z obietnica wizyty w Europie przynajmniej raz na kwartal.

Na czas wizyty u fryzjera w Szanghaju zostawilam meza na masazu na przeciwko (takie malzenskie triki, zeby nie narzekal, ze musi czekac;)) Jeszcze pan go tam nie skonczyl ugniatac, wiec czekam grzecznie w recepcji i slucham jak jeden Francuz sie awanturuje, ze on tu dopiero co wysiadl z samolotu z Paryza po tylu godzinach lotu, zamowil sobie relaksacyjny masaz u pani Helen a mu daja pania Elen! Absurd sytuacji polega na tym, ze Francuzi nie wymawiaja H, wiec pani recepcjonistka srednio kumala o co mu chodzi... Ehh, Francuzi - jedyna zaleta z tego, ze jest ich 200.000 (!) w Szanghaju to to, ze generuja czeste dostawy serow i wina w dobrych cenach.