czwartek, 12 marca 2015

Kakao Talk

WhatsApp i Google Hangout moga tylko pomarzyc o ekspansji w Azji. W Chinach maja WeChat, w Japonii Line (czyt. Rajn) a w Korei jest KakaoTalk i nie bedzie juz inaczej. Do tego stopnia, ze formalne kwity do banku czy firmy ubezpieczeniowej mozna wysylac z KakaoTalk czy WeChat. 

Chinski WeChat ma feature a la walkie-talkie. Nagrywa sie pare zdan i wysyla jako plik audio. Tak konwersuja wlasnie Chinczycy - komu by sie chcialo pisac te ich znaczki, co nie?

Koreanski KakaoTalk ma z kolei kolekcje emotikonow. Mala probka z moich konwersacji z moja nauczycielka koreanskiego i kolezankami z pracy...


One w dodatku sie ruszaja! Piesek macha lapka a to rozowe cos na ksztalt pupy robi buzi.

Bo bycie powaznym zabija powoli...




Shanghai tower

Dostalam pokoj na ostatnim,85tym, pietrze Jin Mao Tower, ale cholerka cos nisko.



Jak juz otworza hotel w Shanghai Tower to tam sie przenosze. Nie bede przeciez w jakis piwnicach mieszkac!


To nie jest kurczak...


Żaba w sosie własnym. Haute cuisine w akompaniamencie plucia i bekania. 

poniedziałek, 9 marca 2015

Chinski desicion-making

Tym razem akcja dzieje sie w Szanghaju.
Ja i moj korpo-kolega tlumaczymy Chinczykom koncepcje pewnego nowatorskiego produktu, ktory doskonale przyjal sie w Korei i przyzwoicie dziala w Europie. Kolega nie dosc, ze marketingowiec to jeszcze Hiszpan, wiec G robil, C widzial, ale i tak powietrze Ci sprobuje sprzedac. Po swoim krotkim, mglistym 10 minutowymwstepie z duzym stezeniem korpo-bullshitu a la "brand value" czy "customer experience"(jakby dodal "big data" to bym juz naprawde puscila pawia), totalnie bez mydla wszedl z pytaniem "co myslicie o tym produkcie". I cisza. Po chwili tlumacz delikatnie zasugerowal, zebysmy przeszli do kolejnych slajdow. Ksiazkowy przyklad jak dziala decision-making w Azji.

Zaden Azjata nie wypowie swojej opinii na forum, a juz na bank jak jeszcze nie wie o co cho. Decyzje podejmuje grupa. Moj madry szef kazal mi celowo zawinac sie z Szanghaju dzien po spotkaniu, zeby dac im szanse przegadac caly material w swoim chinskim ogrodku i jesli juz to atakowac po raz drugi dopiero w przyszlym tygodniu. Eh, zaczynam sie czasem zastanawic czy Azjaci nie ustawiaja podobnych szopek w stosunku do nas. "Ej stary, ale ta mloda biala dupa sie przyjebala. Trzeba zrobic na nia jakas zasadzke..."



niedziela, 8 marca 2015

Lux lux

Ta mała, przaśna Korea okazuje się być wielkim graczem w kategorii lux. Parę fotek z krótkiego spaceru po dzielnicy Apgujong:


W budowie jeszcze butik Chanel, Dior i Burberry. A to wszystko dla chińskich turystek przyjeżdżających do Seulu na shopping i operację plastyczną.

Wszyscy ignorancji (łącznie ze mną), którzy sądzili, że koreańska gospodarka opiera się na telefonach Samsunga i pralkach LG niech wiedzą, że lotniska koreańskie robią 11% światowego rynku duty-free, potem długo długo nic i dopiero potem Dubaj. Zapraszam zatem na shopping do Korei;)

Dzień 365: akceptacja

Życie w Korei nie jest dla control-freaków.

Na ten przykład: do tej pory nie wiem, czy asystentka biurowa płaci czynsz z mojej pensji czy nie. Kazała przynosić sobie wszystkie faktury, które przychodzą do skrzynki. to jej przynoszę... Póki co gaz jeszcze dopływa.

Żeby skumać się w comiesięcznych rozliczeniach podatków, ubezpieczeń, emerytur z mojej pensji trzeba mieć doktorat z wyższej księgowości. Do tej pory nie wiem ile faktycznie zarabiam...

Albo inna sytuacja. Mieliśmy w budynku pralnię. Rozwiązanie doskonałe. W pewnym momencie pralnia się zamknęła. Z naszymi ciuchami wewnątrz. Na początku myśleliśmy, że właściciel zrobił sobie urlop, ale po dwóch tygodniach bez mojej ulubionej beżowej marynarki zaczęłam się trochę niepokoić. Okazało się jednak, że no problem, bo pan ze spożywczaka obok może oddać zaległe ciuchy.

Z kolei jak pewnego ranka zapytałam panią recepcjonistkę gdzie jest najbliższa pralnia, to ta mi wyszarpała z ręki tę siatę brudnych koszul mówiąc coś po koreańsku, a wieczorem jakiś pan przyniósł wszystko wyprane i pachnące do drzwi.

Cuda.

Siła grupy

Jest taka sytuacja...

Manager zespołu nie zna się na rzeczy, łatwiej go spotkać na fajce niż przy biurku. W przerwach między jednym papierosem a drugim łazi między biurkami i zaczepia cieżko pracujących podwładnych, opowiada żarty lub komentuje jak bardzo się wczoraj upił i jak cięzkiego ma dzisiaj kaca.

Z drugiej strony mamy starszego specjalistę, który zapierdala od rana do nocy, swoją robotę robi lepiej niż doskonale, do tego pomaga młodszym pracownikom i przychodzi w niedzielę sprawdzić czy raporty generują się bez błędów.

Co robi każdy europejski dyrektor zaraz po przejęciu departamentu? Tak, degraduje bądź zwalnia managera i awansuje starszego specjalistę do rangi managera zespołu. Proste. Otóż nie.

Zacznijmy od tego, że w Korei pracownicy wcale nie oczekują, ze manager ma się znać na rzeczy. Oni oczekują, że będzie. I tyle. Jego głównym zadaniem jest zapewnienie dobrej atmosfery w zespole, ustalenie priorytetów, dogadywanie spraw z innymi departamentami, wypicie lufki wieczorem z regulatorem. Tyle. Od zapewniania jakości i terminowości wykonywanej pracy jest właśnie ten cicho-ciemny starszy specjalista.

Juniorzy się świetnie w tej rzeczywistości czują, bo na ręce patrzy im ich kolega, a nie ważny pan manager i można zadawać głupie pytania. Z kolei ten starszy specjalista też jest zachwycony, bo nikt z innego departamentu mu dupy nie zawraca i nie musi pić z regulatorem.

W momencie kiedy awansujemy starszego specjalistę i degradujemy managera, to po pierwsze starszy specjalista czuje się winny utraty twarzy swojego poprzedniego szefa, po drugie musi wyjść ze swojego autystycznego świata raportów i rozmawiać z ludźmi, co mu średnio idzie. Juniorów już nikt nie animuje żarcikami, a były kolega już nie ma czasu na trzymanie ich za rękę przy przeciąganiu formuły w Excelu, więc też są zagubieni.

Po paru tygodniach od roszady managera i starszego specjalisty praca nie jest zrobiona. Po paru miesiącach okazuje się, że rynek zrobił kluczowe zmiany a my nic nawet o tym nie wiemy (w Korei ploteczki rynkowe rozchodzą się przy soju, a starszy specjalista nie pił...) Po roku europejski dyrektor robi się nerwowy i degraduje awansowanego starszego specjalistę. Starszy specjalista odchodzi. Za nim odchodzi jeszcze paru specjalistów i juniorów. Zespół trzeba budować od nowa.

Gorzka lekcja dla wszystkich europejskich exec'ów, że grupy w Korei się nie dotyka i logiczne posunięcia kadrowe w cale nie muszą być logiczne dla Koreańczyków.